Ponoć mówią się, że jest taka schodów iluzja, taka schodomorgana, że trzeba tam się wejrzeć odpowiednią porą pod odpowiednim kątem i ujrzy się ulotne odbicie, przejście do gdzie indziej, przesmyk do tamtąd. Trudno orzec, czy zaplanował to sam autor (czy w bazie pod namiotem uchwycił te kąty), czy zrobiło się samo z woli dreszczu narodu. W każdym razie plastyk Kalina tłomaczył w rozmowie, jak wyraził niewyrażalne, że pustka ma mieć aurę, ekshumację, ogniwa i schody.
Innym obecnie potężnym wstrząsem schodów są tamtejsze wirujące wiatry, worteksy, tęgie porywy, otwierające wortale gdzieś hen wysoko, także nie wiadomo, czy zaprojektowane celowo. Dmące, wirujące, kręcące ku górze miliony pobliskich ziaren, sypią piaskiem po wycieczkach, narastają zadumę, morganę i Victorię.

6 razy dziennie od ulicy Banacha 2 po ul. Dymińską 13.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz